Trzeźwość

Przyrzeczenie trzeźwości

Boże, Ojcze mój, który mnie stworzyłeś,

Jezu Chryste, Synu Boży, który przez Śmierć i Zmartwychwstanie wybawiłeś mnie z grzechu i obdarzyłeś zwycięstwem nad śmiercią, grzechem i szatanem.

Duchu Święty, Mocy z wysoka i Ożywicielu,

Boże w Trójcy Świętej Jedyny

wyrzekam się dziś szatana, jego kłamstwa i pokus.

Pragnę żyć w przyjaźni z Tobą Boże, pod opieką Matki Najświętszej, wspierana obroną Św. Michała Archanioła oraz wstawiennictwem świętych      i aniołów.

Dlatego dziś ……………………………………………………… wyrzekam się wszelkich napojów alkoholowych i podejmuję życie w trzeźwości.

Mocno postanawiam i przyrzekam, że od tego momentu:

  • nie piję alkoholu,
  • nie kupuję alkoholu,
  • nie częstuję alkoholem

oraz codziennie modlę się o trzeźwość moją i innych poprzez jedną tajemnicę różańca albo Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

 

Przyrzeczenie to składam w matczyne dłonie Matki Bożej Królowej Polski        i Królowej Pokoju na okres………………………

 

Wszystkich Was tu zebranych proszę o modlitwę w mojej intencji.

Pobierz dokument Word Pobierz przyrzeczenie trzeźwości

 

Świadectwo

Uwolnienie od nałogu
Trzy i pół roku temu przyszedł do Ogniska Bożego Pokoju pewien pan i opowiadał o problemach rodzinnych – o tym, że jego syn jest bardzo uzależniony. W rodzinie zrobili niemal wszystko, co w ludzkiej mocy, żeby wyrwać mężczyznę z tego nałogu, ale nie widać było żadnego efektu  ich modlitw, wszystkich podjętych działań.
Ojciec Eugeniusz w Ognisku często mówił nam o wielkiej mocy krucjaty podjętej w intencji osoby uzależnionej. Podpowiedziałam więc temu panu, żeby podjął taką krucjatę, chociaż na rok czasu. Najpierw nie zrozumiał mnie. Sprzeciwiał się temu, mówiąc, że on nie ma już teraz takiego nałogu, od czasu do czasu jakieś piwko najwyżej wypije. Wytłumaczyłam mu więc tak jak mówił nam  Ojciec Eugeniusz – że to nie chodzi o tego, który jest uzależniony, bo on nie może podjąć krucjaty gdyż nie wytrwa w podjętej decyzji. Ktoś inny jednak, kto nie jest uzależniony, może podjąć krucjatę w intencji tej uzależnionej osoby. Aby go wesprzeć, zaproponowałam, że ja również podejmę razem z nim tę krucjatę na rok czasu  w dzień Matki Bożej z Lourdes, 11 lutego. Wtedy przypada taki piękny dzień — Światowy Dzień Chorych.
W tym dniu wszystko sprzysięgło się, żebym tej mojej obietnicy nie wypełniła i zrezygnowała z podjętej decyzji. To był luty, padał śnieg z deszczem, odczuwałam silne bóle korzonków, a musiałam pokonać jedenaście kilometrów rowerem. Postanowiłam jednak, że skoro obiecałam i to jest tak ważne, to niech się dzieje, co chce, ale muszę tam dotrzeć. Gdy dojechałam do kościoła, byłam cała przemoczona. Podpisałam krucjatę na rok czasu. Wróciłam do domu i okazało się, że ani się nie przeziębiłam, ani nie odczuwałam już bólu korzonków, który przedtem tak dotkliwie mi towarzyszył. Półtora roku później dowiedziałam się, że ten młody człowiek jest w Cenacolo, wychodzi z nałogu, a jego rodzice są bardzo  szczęśliwi. Kiedy minął rok tej krucjaty, którą podpisałam, aby wesprzeć tego mężczyznę, przez dwa miesiące nie podpisywałam kolejnej. Ojciec Eugeniusz co miesiąc podczas Mszy świętej, sprawowanej w Ognisku, zachęcał wszystkich, by podejmować krucjatę, także za innych, gdyż w Łodzi i całym kraju jest ogromny alkoholizm. Wiedziałam, że w mojej rodzinie  jest ten problem, bardzo chciałam tym osobom pomóc, więc postanowiłam podjąć tę krucjatę. Podpisałam ją na osiem lat. Dwa miesiące później dowiedziałam się, że także mój syn nie tylko jest uzależniony od alkoholu, ale także od jakiegoś narkotyku. Chciałam dopowiedzieć, że siedem lat wcześniej (wtedy jeszcze nie podejmowałam krucjaty) zauważyłam, że mój syn zbyt często pije piwo. Powiedziałam mu wówczas: „Słuchaj, bo ja cię w końcu zaprowadzę do AA”. Zaczął się wtedy śmiać i odpowiedział: „Nie histeryzuj, mamo. Ja mam wszystko pod kontrolą. Wiem, co robię. Jak tam jakieś jedno czy dwa piwka wypiję, to nic mi nie będzie”. Wtedy w prezencie na imieniny kupiłam mu krzyżyk. Chodziłam na spotkania grupy modlitewnej i zapragnęłam, żeby ten krzyżyk leżał na ołtarzu podczas Mszy św., która była w tej grupie odprawiana na początku miesiąca. W dzień imienin syna dałam mu w prezencie ten krzyżyk, mówiąc, że ja nie umiałam go widocznie tak kochać, jak pragnął, ale dlatego daję mu największą Miłość, jaka jest —  Jezusa, który umarł za nas na krzyżu, żeby jego chronił, bronił przed nałogiem, przed wszystkim, co jest dla niego niedobre. I żeby dał mu tę największą miłość. Ale po kilku latach zobaczyłam, że nie ma na szyi tego krzyżyka. Nie było mnie wtedy blisko, więc nie zauważyłam, że z powrotem zaczął trochę popijać. Później dołączył jeszcze narkotyk. Znajdował się w tragicznym stanie. Sam opowiadał, że nie czuje już swoich mięśni. Czuł, jakby nie żył. I wtedy zaczął krzyczeć, żeby go ratować, żeby mu pomóc. Pospieszyłam mu z pomocą – tak jak każda matka biegnie, by pomóc swojemu dziecku. Będąc w drodze do niego, dzwoniłam także od razu do sióstr karmelitanek, błagając je o wsparcie modlitewne. Gdy spotkałam się z synem, bardzo dużo z nim rozmawiałam. Tłumaczyłam mu, jak trudno jest wyjść z nałogu i że jeżeli nie zaprosi Jezusa do swojego postanowienia wyrwania się z nałogu, to nie uda mu się to własnymi siłami. Zaczął mnie wtedy prosić, żebym przygotowała go do spowiedzi. Odbył generalną spowiedź z całego życia w dzień Matki Bożej Fatimskiej, 13 lipca. Przyjął do serca Pana Jezusa i od tego czasu minęły już dwa lata jak nie bierze żadnych narkotyków, nie pije alkoholu, a jest jeszcze w dodatku świadkiem, że można się wyrwać z nałogu. Wśród swoich znajomych, kolegów otwarcie mówi, że był uzależniony i że już nie wypije alkoholu, nie weźmie żadnego narkotyku, bo wie, jak to działa. Opowiada im, że wtedy nie myśli się, że korzysta się z jakiegoś tylko ułamka mózgu, a reszta jest otumaniona. I mówi także, żeby spojrzeli na to, czy dobrze się im z tym nałogiem żyje. Nie namawia, nie zmusza, ale daje im szansę, by się zastanowili. W jego domu nie ma alkoholu na żadnym spotkaniu.
Chwała Panu, że pozwolił mu wyrwać się  z tego nałogu, że trwa w tym postanowieniu, a ja jestem szczęśliwą mamą. Mogło się skończyć tragicznie, ale skończyło się pięknie. W mojej rodzinie unika się alkoholu. Ponieważ my nie pijemy, to kolejne osoby zaczęły do nas dołączać, twierdząc, że picie alkoholu na przyjęciu nie jest potrzebne. Jeśli mamy jakieś spotkanie rodzinne, to tylko symbolicznie niektórzy wypiją pół lampki wina. Bo to tak wygląda, jakby się krępowali pić przy nas, wiedząc, że my nie pijemy. I to jest takie piękne, że jednak można bez alkoholu żyć, być na przyjęciu i dobrze się bawić. Chwała Panu!
wdzięczna za comiesięczne zachęcanie
przez Ojca Eugeniusza do podjęcia krucjaty
i za ogrom otrzymanych  łask
szczęśliwa Matka

Świadectwo Wieśka narkomana

Powered by WordPress | Shop Free Phones at Bestincellphones.com. | Find the best CD Rates, Checking and Fat Burning Furnace Review