- Następny post Orędzie z Medziugorje, 25 lipiec 2023r
- Poprzedni post Za dzieci i młodzież
Ognisko to ...
W Ognisku Bożego Pokoju najważniejszy jest ogień. Jezus mówi: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię, i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął!” (Łk 12,49)
Ten ogień najpełniej zapłonął na krzyżu, a teraz płonie w Kościele świętym, w sakramentach i Słowie Bożym. Pragniemy się gromadzić przy Sercu Jezusa. W obydwu Ogniskach Bożego Pokoju są kaplice, a w nich nieustanna (w dzień i w nocy) adoracja Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie.
Królowo Pokoju! Daj nam poznać Twe pragnienia, a poznane umiłować, a umiłowane wypełniać we wspólnocie ludzi według Ducha Świętego. We wspólnocie ludzi adorujących, karmiących się Ciałem Chrystusa i Słowem Życia, aby nikomu nie zabrakło miłości, pokoju i wytrwałości. Królowo Pokoju prowadź nas!
2,021
Ognisko Bożego Pokoju
W naszych dwóch Ogniskach:w Łodzi (ul.Gdańska 85) i w Suchcicach (między Czerwinem a Suchcicami)
1 week ago
Kilka tygodni temu spotkałem się z zaprzyjaźnioną rodziną. Pomimo tego, że udaje nam się zobaczyć jedynie niespełna dwu, trzykrotnie w roku za każdym razem podstawowym tematem rozmowy jest psycho-fizyczny stan zdrowia teraz już 9-letniego chłopca.
Chłopak jest z natury spokojny, wygląda zdrowo i tak też się zachowuje, ale rodzice skarżą się na problemy interakcyjne i złe oceny które otrzymuje w szkole. W związku z tym rodzice od 2-3 lat ciągle szukają u niego jakiś cywilizacyjnych chorób i bez przerwy o tym mówią. Zmieniano już szkołę, gdzie były częste rozmowy z nauczycielami, a teraz w nowej szkole o przyszłości ich syna, tym razem, ma decydować całe gremium pedagogiczne. Rzadko się widzimy, więc z cierpliwością od 2 lat nie wtrącałem się, a jedynie przysłuchiwałem narzekaniom rodziców, ale diagnoza ADHD i kolejne poszukiwania nowych chorób sprawiły, że postanowiłem zabrać głos w oparciu o moje doświadczenia życiowe.
(…)
Mam już tyle lat, że doświadczyłem dość dobrze nowoczesności, ale pamiętam także czasu prostego PRL-u. Wychowałem się na przedmieściu, średniej wielkości miasta, mieszkałem w starym, ale jednorodzinnym domu. To sprawiało, ze wiele rzeczy trzeba było remontować lub budować samemu, co robiłem z bratem lub tatą. Mieliśmy też ogród o który trzeba było dbać przez większość roku. A kilka razy w roku jeździliśmy całą rodziną na wieś pomóc mojej 80-letniej babci, która po śmierci dziadka mieszkała sama na
4-hektarowym gospodarstwie. Przy tych pracach, będąc nastolatkiem często narzekałem. Po co tyle robić jak można kupić marchewkę w sklepie?
Moi koledzy ze szkoły mieszkają w „blokach” i mają znacznie więcej czasu na grę w piłkę lub na gitarze, czy jazdę na rowerze itp. ... Teraz już tak nie myślę. Teraz myślę, że to był najlepszy i najcenniejszy czas mojego życia. Czy to było sobotnie sprzątanie w domu, czy praca w ogrodzie, czy pomoc w gospodarstwie, to schemat był podobny. Jakoś tak było, że wszyscy w mojej rodzinie wiedzieli, że pracujemy jako rodzina razem, każdy w czymś pomaga. Przyznaję, że często zaczynało się od sporów, dąsów, czasem kłótni. Po prostu trudno było zrozumieć po co te wszystkie „nieopłacalne” prace wykonywać. Ale ponieważ nie dało się „wygrać” z rodzicami, to kolejne godziny mijały na zaprzyjaźnianiu się ze szpadlem, grabiami i ze swoją rodziną. O dziwo wtedy zaczynaliśmy ze sobą rozmawiać i można było się wiele dowiedzieć, bo z „nudów” przy kopaniu ogrodu szpadlem, rodzeństwo zaczynało „sypać”.
I wtedy wychodziło na jaw, że mój brat czegoś tam nie zrobił w szkole, że rower sam się nie zarysował, a moja siostra znowu wybiera się na jakieś ognisko itd., itp. Po całym dniu pracy odczuwało się, że dobrze minął dzień pomimo porannych sporów i że ze swoimi rodzicami i rodzeństwem można się nawet pośmiać. I pamiętam, że gdy wieczorem robiło się chłodno to ciepła kolacja w gronie rodziny była wyjątkowo dobra i wszyscy byli spokojni i radośni.
Wraz z postępem wkroczyła „wyższa technologia:. Po bezrobociu lat 90-tych rodzice znaleźli lepiej płatne prace i o dziwo zamiast więcej czasu było go mniej i zaczęła się gonitwa. Ogrom nowych możliwości i środków (w tym finansowych) sprawił, że codzienne proste obowiązki i prace – jak gotowanie, sprzątanie, nauka spadły na drugi plan i wykonywało się je w pośpiechu. Prace w ogrodzie robiło się w międzyczasie, a remonty często wykonywały firmy zewnętrzne i nie pracowało się już razem. Po kilku latach, kiedy wszystko w domu było już wyremontowane i powinien być czas, to w prawie każdym pokoju pojawił się telewizor, a komputer i internet zajmował wolne wieczory.
Jak sądzę „gwoździem do trumny” naszej rodziny był moment kiedy tata kupił super płaski, panoramiczny telewizor 3D i powiesił go w jadalni. Ostatni BASTION RODZINY – miejsce spotkania się i rozmowy przy posiłkach – UPADŁ. Od tego momentu zauważyłem (po kilku latach), że każdy zaczął żyć oddzielnie w swoim pokoju, w gronie swoich kolegów lub w towarzystwie komputera, telewizora.
Mam wrażenie, że tylko 15 lat, a życie „stanęło na głowie” na tyle, że różne stresy, choroby trudności, każdy doświadczał, również ja, w izolacji. Dobrze, że jeszcze Pan Bóg czuwa i w odpowiednim momencie podejmuje interwencję- tak jak to zrobił dla mnie.
(…)Pan Bóg w moim życiu zadziałał. Trafiłem do Katolickich Wspólnot, m.in. do Ogniska Bożego Pokoju, w którym dzięki Miłosierdziu i Łasce Bożej doświadczyłem nawrócenia.
W oparciu o moje doświadczenia, ze względu na tego 9 - letniego chłopca o którym pisałem na początku, życzyłbym sobie i jego rodzicom, abyśmy co dzień starali się stawiać Pana Boga na pierwszym miejscu, a wtedy wszelkie pułapki współczesności będą nam niegroźne i wszystko wróci na swoje miejsce.
Cały tekst w zakładce „Płomień”
Chłopak jest z natury spokojny, wygląda zdrowo i tak też się zachowuje, ale rodzice skarżą się na problemy interakcyjne i złe oceny które otrzymuje w szkole. W związku z tym rodzice od 2-3 lat ciągle szukają u niego jakiś cywilizacyjnych chorób i bez przerwy o tym mówią. Zmieniano już szkołę, gdzie były częste rozmowy z nauczycielami, a teraz w nowej szkole o przyszłości ich syna, tym razem, ma decydować całe gremium pedagogiczne. Rzadko się widzimy, więc z cierpliwością od 2 lat nie wtrącałem się, a jedynie przysłuchiwałem narzekaniom rodziców, ale diagnoza ADHD i kolejne poszukiwania nowych chorób sprawiły, że postanowiłem zabrać głos w oparciu o moje doświadczenia życiowe.
(…)
Mam już tyle lat, że doświadczyłem dość dobrze nowoczesności, ale pamiętam także czasu prostego PRL-u. Wychowałem się na przedmieściu, średniej wielkości miasta, mieszkałem w starym, ale jednorodzinnym domu. To sprawiało, ze wiele rzeczy trzeba było remontować lub budować samemu, co robiłem z bratem lub tatą. Mieliśmy też ogród o który trzeba było dbać przez większość roku. A kilka razy w roku jeździliśmy całą rodziną na wieś pomóc mojej 80-letniej babci, która po śmierci dziadka mieszkała sama na
4-hektarowym gospodarstwie. Przy tych pracach, będąc nastolatkiem często narzekałem. Po co tyle robić jak można kupić marchewkę w sklepie?
Moi koledzy ze szkoły mieszkają w „blokach” i mają znacznie więcej czasu na grę w piłkę lub na gitarze, czy jazdę na rowerze itp. ... Teraz już tak nie myślę. Teraz myślę, że to był najlepszy i najcenniejszy czas mojego życia. Czy to było sobotnie sprzątanie w domu, czy praca w ogrodzie, czy pomoc w gospodarstwie, to schemat był podobny. Jakoś tak było, że wszyscy w mojej rodzinie wiedzieli, że pracujemy jako rodzina razem, każdy w czymś pomaga. Przyznaję, że często zaczynało się od sporów, dąsów, czasem kłótni. Po prostu trudno było zrozumieć po co te wszystkie „nieopłacalne” prace wykonywać. Ale ponieważ nie dało się „wygrać” z rodzicami, to kolejne godziny mijały na zaprzyjaźnianiu się ze szpadlem, grabiami i ze swoją rodziną. O dziwo wtedy zaczynaliśmy ze sobą rozmawiać i można było się wiele dowiedzieć, bo z „nudów” przy kopaniu ogrodu szpadlem, rodzeństwo zaczynało „sypać”.
I wtedy wychodziło na jaw, że mój brat czegoś tam nie zrobił w szkole, że rower sam się nie zarysował, a moja siostra znowu wybiera się na jakieś ognisko itd., itp. Po całym dniu pracy odczuwało się, że dobrze minął dzień pomimo porannych sporów i że ze swoimi rodzicami i rodzeństwem można się nawet pośmiać. I pamiętam, że gdy wieczorem robiło się chłodno to ciepła kolacja w gronie rodziny była wyjątkowo dobra i wszyscy byli spokojni i radośni.
Wraz z postępem wkroczyła „wyższa technologia:. Po bezrobociu lat 90-tych rodzice znaleźli lepiej płatne prace i o dziwo zamiast więcej czasu było go mniej i zaczęła się gonitwa. Ogrom nowych możliwości i środków (w tym finansowych) sprawił, że codzienne proste obowiązki i prace – jak gotowanie, sprzątanie, nauka spadły na drugi plan i wykonywało się je w pośpiechu. Prace w ogrodzie robiło się w międzyczasie, a remonty często wykonywały firmy zewnętrzne i nie pracowało się już razem. Po kilku latach, kiedy wszystko w domu było już wyremontowane i powinien być czas, to w prawie każdym pokoju pojawił się telewizor, a komputer i internet zajmował wolne wieczory.
Jak sądzę „gwoździem do trumny” naszej rodziny był moment kiedy tata kupił super płaski, panoramiczny telewizor 3D i powiesił go w jadalni. Ostatni BASTION RODZINY – miejsce spotkania się i rozmowy przy posiłkach – UPADŁ. Od tego momentu zauważyłem (po kilku latach), że każdy zaczął żyć oddzielnie w swoim pokoju, w gronie swoich kolegów lub w towarzystwie komputera, telewizora.
Mam wrażenie, że tylko 15 lat, a życie „stanęło na głowie” na tyle, że różne stresy, choroby trudności, każdy doświadczał, również ja, w izolacji. Dobrze, że jeszcze Pan Bóg czuwa i w odpowiednim momencie podejmuje interwencję- tak jak to zrobił dla mnie.
(…)Pan Bóg w moim życiu zadziałał. Trafiłem do Katolickich Wspólnot, m.in. do Ogniska Bożego Pokoju, w którym dzięki Miłosierdziu i Łasce Bożej doświadczyłem nawrócenia.
W oparciu o moje doświadczenia, ze względu na tego 9 - letniego chłopca o którym pisałem na początku, życzyłbym sobie i jego rodzicom, abyśmy co dzień starali się stawiać Pana Boga na pierwszym miejscu, a wtedy wszelkie pułapki współczesności będą nam niegroźne i wszystko wróci na swoje miejsce.
Cały tekst w zakładce „Płomień”
1 week ago
Miłość
jest spalaniem się z pragnienia, aby
sobą, naszymi darami ubogacić
drugą osobę, która jest nam
potrzebna. Kiedy osoba, którą
kochamy nie odwzajemnia miłości,
nasze pragnienie uszczęśliwienia
jej nie ustaje, ale czeka, ofiarowuje
się, cierpi. Nie może doczekać się
chwili, kiedy będzie mogła
zbudować most miłości, po którym
przejdzie nie tylko miłość, ale
również dary, które ze sobą niesie.
więcej ogniskobozegopokoju.pl/plomien/ ... See MoreSee Less
jest spalaniem się z pragnienia, aby
sobą, naszymi darami ubogacić
drugą osobę, która jest nam
potrzebna. Kiedy osoba, którą
kochamy nie odwzajemnia miłości,
nasze pragnienie uszczęśliwienia
jej nie ustaje, ale czeka, ofiarowuje
się, cierpi. Nie może doczekać się
chwili, kiedy będzie mogła
zbudować most miłości, po którym
przejdzie nie tylko miłość, ale
również dary, które ze sobą niesie.
więcej ogniskobozegopokoju.pl/plomien/ ... See MoreSee Less
2 weeks ago
2 weeks ago
"Rolniczy" bałwan z okolic Ogniska w Suchcicach.
Ze śniegu? ... See MoreSee Less
Ze śniegu? ... See MoreSee Less
2 weeks ago
W Suchcicach
W epoce pierwiastka uranu
Niech serce wasze służy Panu.
W epoce radu promieni
Niech przeciwstawia się ziemi.
W epoce energii jądrowej
Niech wiary Bogu dochowa.
W epoce pokuszeń węża
Niechaj materię zwycięża.
A Ty nas, Matko, wspomagaj
Krzep ducha świętą odwagą
I świeć nam Gwiazdą zaranną,
Najświętsza Maryjo Panno.
Ks. S.Tworkowski ... See MoreSee Less
W epoce pierwiastka uranu
Niech serce wasze służy Panu.
W epoce radu promieni
Niech przeciwstawia się ziemi.
W epoce energii jądrowej
Niech wiary Bogu dochowa.
W epoce pokuszeń węża
Niechaj materię zwycięża.
A Ty nas, Matko, wspomagaj
Krzep ducha świętą odwagą
I świeć nam Gwiazdą zaranną,
Najświętsza Maryjo Panno.
Ks. S.Tworkowski ... See MoreSee Less
3 weeks ago
Istnieją trzy pułapki szatana, które kradną nam radość i pokój: żal z powodu przeszłości, lęk przed przyszłością i niewdzięczność
w teraźniejszości - św. Antoni Wielki. ... See MoreSee Less
w teraźniejszości - św. Antoni Wielki. ... See MoreSee Less


